W drugiej części zapraszam na coś słodkiego;) Widoczne powyżej ciasta pochodzą z kawiarni Cafe Anna Blume na Kollwitzstrasse 83. Skoro byliśmy w tak znanym lokalu, nie można było nie spróbować jego specjalności. Dlatego, jak przystało na profesjonalistów, i tak je zjedliśmy, mimo że byliśmy tam na śniadaniu;D Podobno mają tam najlepszy tort szwarcwaldzki, ale ja jadłam ciasto z rabarbarem (pycha!), a w tle widać tort Sachera i Milch-Reistorte, czyli ciasto z ryżem. Trzeba przyznać, że kawiarnia jest tak popularna (na miejsce czekaliśmy kilka minut) zasłużenie. Śniadania nie są tam już tak udane (musli, zestawy śniadaniowe, np. alpejski, jajecznice), ale berlińczycy tłumnie udają się tam celebrować weekendowe brunche, naprawdę fajny zwyczaj.
Poprzedniego dnia na śniadanie wybraliśmy się do rosyjskiej restauracji Pasternak, znajdującej się na Knaackstrasse 22/24, również w dzielnicy Prenzlauer Berg, w pobliżu hotelu. Było tak smaczne, że żałuję, że nie zostaliśmy tam też na obiad;) Mimo problemów z porozumieniem się z kelnerką rodem z Rosji, udało mi się zamówić coś naprawdę pysznego. Zestaw Sdorowije pozwolił mi spróbować różnych ich specjalności, np. niewidocznych zza jajecznicy placuszków-serniczków czy blinów, tu w formie roladki z listkami szpinaku i orzechami. A herbatę podano w widocznej na zdjęciu oryginalnej szklance. Naprawdę przyjemne miejsce, dobrze, że przeczytałam o nim w przewodniku.
W Berlinie oczywiście można też zaopatrzyć się we wszelkie składniki potrzebne w kuchni. Widoczny na zdjęciu poniżej sklep Goldhahn und Sampson na Dunkerstrasse 9 oferuje przeróżne przyprawy, sosy, dodatki, czekolady, alkohole, ale również książki kucharskie (jedną z nich nabyłam drogą kupna i na pewno zaprezentuję na blogu;D). Poza tym można tam wziąć udział w warsztatach kulinarnych, a także kupić ekologiczne pieczywo czy napić się kawy. Przydałby się u nas też taki sklep!
Każdy powinien oczywiście wybrać się na 6. piętro domu handlowego KaDeWe. Kolejne zdjęcie przedstawia tylko fragment stoiska z pralinkami, na miejscu znajdziemy ich o wiele więcej. No i oczywiście herbaty, przyprawy. Przekąski, napoje, słodycze. Sery. Ryby. Dużo tego. Nie widziałam jednak nic polskiego;) Można tam oczywiście też coś zjeść, np. przy stoisku z ostrygami. Kupiłam parę rzeczy, ale ceny nie są zbyt przystępne, zresztą jak tu się na coś zdecydować, skoro wszystko mogłoby się przydać?;D
Na Simon-Dach-Strasse 10 znajduje się Factory Girl!, mały lokal, o którym kiedyś czytałam. Założyła go wychowana w Nowym Jorku Turczynka, która wpadła na pomysł deseru zrobionego z mleka, cukru, jajek i mąki kukurydzianej. Nie brzmi odkrywczo (no i nie wygląda zbyt pięknie), ale Magnolia, bo tak się nazywa, smakuje świetnie. Ja próbowałam wersji bananowej, jest tez kawowa, czekoladowo-ciasteczkowa, truskawkowa i wiele innych. Pewnie spróbuję coś takiego sama zrobić.
W Berlinie widziałam wiele miejsc, w których sprzedawano bubble tea, okazała się być tam naprawdę popularna. Wiem, że w Warszawie ostatnio powstał serwujący ją lokal Bubbleology, ale ten napój na bazie herbaty z dodatkiem owoców lub mleka i umieszczonych na dnie kuleczek z tapioki nie jest jeszcze w Polsce zbyt znany. Bodajże na Rosenthalerstrasse spróbowałam wersji z zielonej herbaty i świeżego ananasa z czarnymi tapiokowymi perełkami. Miały naprawdę ciekawą konsystencję, w sam raz dla kogoś, kto lubi żelki:)
To by było na tyle, nie mogę przecież opisać wszystkiego, bo kto by dał radę to przeczytać;) Tak krótka wycieczka, a tyle wrażeń;) Mam nadzieję, że moja relacja okaże się dla kogoś przydatna. No i że wrócę do Berlina;)
