Shake inspirowany tortem szwarcwaldzkim to naprawdę świetny pomysł. Nie potrzeba dużo czasu i składników, żeby cieszyć się smakiem tego ciasta, w dodatku w wersji bez cukru. Najważniejsze jest tu oczywiście połączenie kakao i wiśni. Shake jest słodki, czekoladowy, a jednocześnie orzeźwiający.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napoje. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 kwietnia 2020
niedziela, 3 listopada 2019
Czekoladowe smoothie z awokado
Proteinowe smoothie czekoladowe z awokado i bananem to świetny sposób na szybkie i pożywne śniadanie, ale też na pyszny deser. Smakuje obłędnie, a jednocześnie jest zdrowe i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pić je częściej.
Etykiety:
awokado,
banan,
bez cukru,
bezglutenowo,
napoje,
szybko,
śniadaniowo
wtorek, 31 stycznia 2017
Gęsty likier czekoladowy
Już dawno po świętach, ale coś po nich pozostało - przepis na gęsty likier czekoladowy. Bardzo prosty do przygotowania, a jednocześnie efektowny i pyszny. Jest aromatyzowany domowymi esencjami: cynamonową i migdałową, ale można zastąpić je waniliową. Likier właściwie przypomina krem, który najlepiej jeść na deser łyżeczką, zwłaszcza po wyjęciu z lodówki.
środa, 24 lipca 2013
Zielone smoothie z olejem rzepakowym
Odkąd na dobre przekonałam się do warzyw, zdarza mi się od czasu do czasu przygotowywać je w formie smoothie - z dodatkiem owoców i przypraw, jako, zwykle śniadaniową, dawkę witamin i energii. Pomyślałam również, że składnikiem mógłby być też olej - oczywiście rzepakowy, który powodowałby, że superzdrowe smoothie stanie się jeszcze zdrowsze;) Zawiera on przecież cenne wielonienasycone kwasy tłuszczowe, tokoferole i sterole i najlepiej stosować go właśnie "na zimno". Dzisiaj przedstawiam zielone smoothie z marchewki, jabłek, szpinaku, selera naciowego, ogórka, czosnku i oczywiście oleju rzepakowego (zgłaszam je do konkursu "Blogerzy kochają olej rzepakowy"). Jest naprawdę smaczne i każdy, kto lubi warzywa, na pewno je doceni.
niedziela, 13 maja 2012
Gdzie zjeść w Berlinie? Część 2.
W drugiej części zapraszam na coś słodkiego;) Widoczne powyżej ciasta pochodzą z kawiarni Cafe Anna Blume na Kollwitzstrasse 83. Skoro byliśmy w tak znanym lokalu, nie można było nie spróbować jego specjalności. Dlatego, jak przystało na profesjonalistów, i tak je zjedliśmy, mimo że byliśmy tam na śniadaniu;D Podobno mają tam najlepszy tort szwarcwaldzki, ale ja jadłam ciasto z rabarbarem (pycha!), a w tle widać tort Sachera i Milch-Reistorte, czyli ciasto z ryżem. Trzeba przyznać, że kawiarnia jest tak popularna (na miejsce czekaliśmy kilka minut) zasłużenie. Śniadania nie są tam już tak udane (musli, zestawy śniadaniowe, np. alpejski, jajecznice), ale berlińczycy tłumnie udają się tam celebrować weekendowe brunche, naprawdę fajny zwyczaj.
Poprzedniego dnia na śniadanie wybraliśmy się do rosyjskiej restauracji Pasternak, znajdującej się na Knaackstrasse 22/24, również w dzielnicy Prenzlauer Berg, w pobliżu hotelu. Było tak smaczne, że żałuję, że nie zostaliśmy tam też na obiad;) Mimo problemów z porozumieniem się z kelnerką rodem z Rosji, udało mi się zamówić coś naprawdę pysznego. Zestaw Sdorowije pozwolił mi spróbować różnych ich specjalności, np. niewidocznych zza jajecznicy placuszków-serniczków czy blinów, tu w formie roladki z listkami szpinaku i orzechami. A herbatę podano w widocznej na zdjęciu oryginalnej szklance. Naprawdę przyjemne miejsce, dobrze, że przeczytałam o nim w przewodniku.
W Berlinie oczywiście można też zaopatrzyć się we wszelkie składniki potrzebne w kuchni. Widoczny na zdjęciu poniżej sklep Goldhahn und Sampson na Dunkerstrasse 9 oferuje przeróżne przyprawy, sosy, dodatki, czekolady, alkohole, ale również książki kucharskie (jedną z nich nabyłam drogą kupna i na pewno zaprezentuję na blogu;D). Poza tym można tam wziąć udział w warsztatach kulinarnych, a także kupić ekologiczne pieczywo czy napić się kawy. Przydałby się u nas też taki sklep!
Każdy powinien oczywiście wybrać się na 6. piętro domu handlowego KaDeWe. Kolejne zdjęcie przedstawia tylko fragment stoiska z pralinkami, na miejscu znajdziemy ich o wiele więcej. No i oczywiście herbaty, przyprawy. Przekąski, napoje, słodycze. Sery. Ryby. Dużo tego. Nie widziałam jednak nic polskiego;) Można tam oczywiście też coś zjeść, np. przy stoisku z ostrygami. Kupiłam parę rzeczy, ale ceny nie są zbyt przystępne, zresztą jak tu się na coś zdecydować, skoro wszystko mogłoby się przydać?;D
Na Simon-Dach-Strasse 10 znajduje się Factory Girl!, mały lokal, o którym kiedyś czytałam. Założyła go wychowana w Nowym Jorku Turczynka, która wpadła na pomysł deseru zrobionego z mleka, cukru, jajek i mąki kukurydzianej. Nie brzmi odkrywczo (no i nie wygląda zbyt pięknie), ale Magnolia, bo tak się nazywa, smakuje świetnie. Ja próbowałam wersji bananowej, jest tez kawowa, czekoladowo-ciasteczkowa, truskawkowa i wiele innych. Pewnie spróbuję coś takiego sama zrobić.
W Berlinie widziałam wiele miejsc, w których sprzedawano bubble tea, okazała się być tam naprawdę popularna. Wiem, że w Warszawie ostatnio powstał serwujący ją lokal Bubbleology, ale ten napój na bazie herbaty z dodatkiem owoców lub mleka i umieszczonych na dnie kuleczek z tapioki nie jest jeszcze w Polsce zbyt znany. Bodajże na Rosenthalerstrasse spróbowałam wersji z zielonej herbaty i świeżego ananasa z czarnymi tapiokowymi perełkami. Miały naprawdę ciekawą konsystencję, w sam raz dla kogoś, kto lubi żelki:)
To by było na tyle, nie mogę przecież opisać wszystkiego, bo kto by dał radę to przeczytać;) Tak krótka wycieczka, a tyle wrażeń;) Mam nadzieję, że moja relacja okaże się dla kogoś przydatna. No i że wrócę do Berlina;)
Etykiety:
Berlin,
desery,
inne,
napoje,
Niemcy,
podróże,
restauracje,
Rosja,
sklepy,
śniadaniowo
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

